Początek jesieni w dawnych polskich gospodarstwach oznaczał okres wzmożonej pracy. Pola obfitowały w ziemniaki, marchew, kapustę, a drzewa w sadach uginały się pod ciężarem jabłek, śliwek czy gruszek. Zebrane plony należało odpowiednio zabezpieczyć, aby bez uszczerbku mogły służyć ludziom przez nadchodzące zimowe miesiące. Przetworzone, najczęściej suszone i kiszone, warzywa i owoce dawały gwarancję przetrwania domowników na przednówku.
Długa tradycja kiszenia w Polsce
W dawnych gospodarstwach poszatkowaną kapustę doprawiano solą i dodatkami w postaci marchwi, nasion kopru, gałązek wiśni lub dębu, ziaren pieprzu, liście chrzanu, jagód jałowca czy jabłek, a następnie układano warstwami w beczce. Beczka musiała być duża (często nawet dwumetrowej wysokości) solidna, wykonana najlepiej z drewna dębowego i przed układaniem kapusty sumiennie odkażona. Każdą z warstw ugniatano ubijakiem, choć najczęściej udeptywano czystymi, bosymi stopami – z uwagi na ogromną ilość kapuścianych liści była to ciężka i wyczerpująca praca – do momentu aż pojawił się sok. Po wypełnieniu baryłki po brzeg, zasiadano do posiłku z kapustą w roli głównej – łazanek, bigosu, gołąbków lub kapuśniaku. Po upływie kilku dni kapustę w beczce nakłuwano, by zapobiec wydzielaniu się goryczki, a po tygodniu przenoszono do chłodnego pomieszczenia, jeszcze raz ugniatano, a na końcu przykrywano płócienną ściereczką oraz drewnianą pokrywką i przygniatano kamieniem. Zapas tak przygotowanej kapusty służył rodzinom przez całą zimę, będąc składnikiem wielu potraw, głównie zup, ale też jako dodatek do gotowanych ziemniaków i grochu. Kwas wytworzony podczas procesu fermentacji kapusty był wykorzystywany m.in. do zakwaszania barszczu i żuru – nic się nie marnowało!
Zgodnie ze staropolskim zwyczajem ogórki przeznaczone do kwaszenia, podobnie jak kapustę, układano ciasno po samo wieko w dębowych beczkach, zalewano wodą i przyprawiano solą z dodatkiem kopru, chrzanu i czosnku. Beczkę z tak przygotowanymi warzywami zanurzano w zbiorniku, studni lub w stawie, o temperaturze wody wynoszącej 3-4 stopni Celsjusza, idealnej do utrzymania powolnego procesu kwaszenia. Dzięki temu ogórki zyskiwały wyjątkowy smak i aromat.
Kiszenie w dawnej Polsce miało ścisły związek z naturą i pracą rąk ludzkich – wykorzystywano tylko naturalne składniki i procesy przetwarzania. A samo przygotowanie przetworów było nie tylko koniecznością, ale pretekstem do spotkań rodzinnych i sąsiedzkich.
Dostępność lokalnych warzyw idealnych do kiszenia
Również dziś jesienne bogactwo rodzimych warzyw i owoców może dostarczyć mnóstwa pomysłów na włączenie kiszonych produktów do diety, a zarazem bliższy kontakt z naturą. Co warto kisić jesienią? Prócz należących do stałego repertuaru ogórków i kapusty mogą to być:
Kiszone warzywa możemy przygotować sami lub poszukać ich w sklepach – najlepsze będą te ekologiczne, które poznamy po symbolu Euroliścia na opakowaniu.
Naturalny sposób, by zadbać o siebie, bliskich i planetę
Produkty poddane kiszeniu ulegają naturalnemu procesowi fermentacji, podczas której wytwarzany jest mleczan. To właśnie ten kwas chroni przechowywaną żywność przed rozwojem drobnoustrojów i bakterii. Mają wiele zalet – ich przygotowanie nie wymaga specjalnych umiejętności, są mało przetworzone, stosunkowo niedrogie i mają długi termin przydatności do spożycia. Jeśli kiszenia podejmujemy się sami, warto zadbać o jak najlepszą jakość składników – warzywa, owoce i dodatki, które pochodzą z certyfikowanych, ekologicznych upraw, dadzą nam pewność, że w zawartości słoika nie znajdą się pozostałości nawozów sztucznych i pestycydów. Gdy brak czasu nie pozwala nam na samodzielne przygotowanie kiszonek, kupujmy pochodzące od producentów ekologicznych, uprawnionych do stosowania symbolu Euroliścia, którzy zadbali, by nie pojawiły się w nich sztuczne dodatki.
I smakujmy jesień ze słoika!
Materiały źródłowe: